środa, 30 października 2013

NEW IN: Mom jeans.


Wystarczy, że włączycie jakikolwiek serial albo film z przełomu lat 80 i 90 ubiegłego wieku, a dostaniecie taką porcję spodni typu Mom Jeans, że nikt lepiej Wam tego nie zobrazuje ;-)
Mom Jeans to duże spodnie, z wysokim stanem, które w ogóle nie są pochlebne dla damskich pośladków (ba! można nawet powiedzieć, że dla całej sylwetki), jednak w tamtym okresie miała je chyba każda kobieta. I oto mamy koniec 2013, a Mom Jeans powracają, jednak w bardziej zaktualizowanym klimacie. Zaryzykował Levi's, hurtowo zareagował Topshop i Zara, tworząc spodnie, które zaczynają zajmować godne miejsce w szafie. I choć teraz 80% kobiet mówi im stanowcze "nie", na wiosnę większość i tak kupi choć jedną parę ;-)

 www.asos.com


www.topshop.com



www.levi.com

Jeśli ktoś przekonał się i lubi fason Boyfriend, wersja Mom jest fajną alternatywą, którą warto nabyć na nadchodzące sezony. Ja już zakupiłam, właściwie to trafiłam na kultowy model Levi's, podczas ostatnich zakupów (o których pisałam już TU, wiec chyba nie muszę pisać, ile zapłaciłam), powiesiłam w szafie i powoli się przełamuję - jak wyglądają Mom Jeans w mojej wersji zobaczycie w kolejnych wpisach ;-)

niedziela, 27 października 2013

Moje buty ślubne. | My wedding shoes.



O tym, że będą czerwone, pisałam już we wpisie "Czerwone szpilki na ślub pod Giewontem? Tak, poproszę", długo jednak szukałam odpowiednich. Właściwie nie wiem, czy też tak macie, ale jeśli czegoś nie potrzebuję, to jest dostępne prawie wszędzie, a jeśli czegoś szukam, jak na złość, nigdzie nie mogę znaleźć. Tak też było z moimi butami ślubnymi.
Wiedziałam, że mają być czerwone. Wiedziałam też, że (wiem, że będzie trudno w to uwierzyć) nie jestem w stanie przetańczyć całą noc w 10-12 centymetrowych obcasach. Byłam już na kilku weselach, gdzie panny młode zmieniały buty w połowie imprezy, ale dla mnie jest to totalnym nieporozumieniem. Buty ślubne ma się jedne, dlatego powinno się je dobrać tak, żeby wytrzymać i nie narzekać. Dlatego uznałam, że 8,5 cm będzie dobrym wyborem i rozpoczęłam poszukiwania. Jak już powyżej wspomniałam, jak na złość nastąpił wysyp mega wysokich szpilek i platform, które z bólem serca odrzucałam. Ale w końcu trafiłam. To pierwsze moje buty z tego sklepu, znów postawiłam na zakupy internetowe i przyznam szczerze, że bardzo się bałam, kiedy kurier wręczył mi paczkę. Ale wszystko dobrze się skończyło, buty są odpowiednio czerwone, odpowiednio wysokie, o wiele ładniejsze, niż na zdjęciach sklepu i IDEALNE dla mnie ;-)

PS Chusta w kwiaty to moja ślubna alternatywa dla bolerek, narzutek, futerek i tym podobnych, ale o niej kiedy indziej ;-)



czwartek, 24 października 2013

Hair: The Big Bun Theory, czyli jak zrobić koka z wypełniaczem | Donut bun (DIY).


Pamiętam, jak narodził się przysłowiowy "bum" na te koki, wszystkie kobiety cięły i rolowały skarpetki na głowach ;-) Z czasem temat zrobił się tak popularny, że gąbkowe wypełniacze w przeróżnych kształtach dostaniecie nie tylko w sklepach fryzjerskich, ale nawet w sklepach odzieżowych. Żywym przykładem jest wypełniacz, który dziś pomoże stworzyć mój kok, wypełniacz, który dostaniecie w H&M (6,90, więc za taką cenę zostawmy skarpetki w spokoju).


Do wykonania koka potrzebne mi będą:
wypełniacz, gumki do włosów, kilka wsuwek, lakier do włosów oraz dodatki

Dziś pokażę Wam dwa typy koków - pierwszy gładki i elegancki, Ballerina Bun, (który możecie wykonać sobie same na wesele czy inne ważniejsze wyjście) oraz tak zwany "messy bun", czyli mniej formalny, codzienny, w chaotycznym nieładzie.

KOK I - Ballerina Bun:
1. Włosy zaczesujemy na gładko i związujemy gumką, tworząc tak zwany koński ogon. Należy pamiętać, że kucyka robimy w miejscu, gdzie ma być kok - może być zarówno na czubku głowy, jak i na boku, czy z tyłu. Wszystkie odstające i niezdyscyplinowane włosy przygładzamy lakierem do głowy. Ja dodatkowo mam od niedawna utrudnienie, grzywkę, którą podpinam i lakieruję, ponieważ ten typ koka będzie lepiej wyglądał bez niej.


2. Przeciągamy kucyka przez wypełniacz.


3. Następnie rozkładamy włosy z kucyka na wypełniaczu, pamiętając, żeby również wszystko było gładko. Kiedy włosy idealnie zakryją wypełniacz, zabezpieczamy je gumką.


4. Pozostałe włosy rolujemy i oplatamy wokół koka, podpinając wsuwkami.


Ta-da!


KOK II - Messy Bun:
1. Podobnie jak w poprzednim wariancie koka, włosy zaczesujemy i związujemy w kucyka. Zanim jednak przeciągniemy wypełniacz, nie wygładzamy, tylko robimy bałagan, wyciągając i rozluźniając włosy od głowy.


2. Przeciągamy kucyka przez wypełniacz.


 3. Następnie rozkładamy włosy z kucyka na wypełniaczu, a kiedy idealnie go zakryją, zabezpieczamy gumką. Nie wygładzamy tylko też wyciągamy kilka partii włosów w koka, rozluźniając i tworząc ten przysłowiowy bałagan.


4. Pozostałe włosy rolujemy i oplatamy wokół koka, podpinając wsuwkami. Ewentualnie splatamy je w warkocz, z którym postępujemy analogicznie do poprzednich.


Ta - da!



Na co dzień często wybieram wariant numer II (bez hardcorowej kokardki), aczkolwiek wariant numer I nie raz ratował mnie przy nieplanowanych wyjściach. A Wy który wolicie? ;-)

piątek, 18 października 2013

Strój dnia: Casual black, white and pearls.


W górach spadło 25 centymetrów śniegu, w mieście wieje mrozem - przeprosiłam się z płaszczem zimowym i równie ciepłymi butami. Torebka to już druga shopper bag od Stylowych, tym razem w wersji czarnej, większej i stabilniejszej - obecnie zdecydowanie moja ulubiona torebka. Dziś czarno - biały klasyk przełamuję efektownym naszyjnikiem z pereł i czerwonymi paznokciami - tak po babsku, tak na niepogodę ;-)


Sweter: Zara
Spodnie: H&M

czwartek, 17 października 2013

New haircut: Soft fringe, czyli czas na grzywkę.


Soft fringe to półokrągła grzywka, takiej długości, że można nosić ją zarówno na prosto, jak i rozrzucić na dwie strony, a ona rozłoży się na kosmyki opływające twarz, albo można ją po prostu zaczesać na jeden bok. W skrócie: grzywka idealna. Z racji tego, że ostatni raz miałam grzywkę 5 lat temu, postanowiłam zafundować sobie taką wersję soft. Wbrew pozorom, jest to dla mnie duża zmiana (wcześniej miałam wszystkie włosy jednej długości), ale ku mojemu zaskoczeniu, jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. I do teraz nie mogę uwierzyć, że pod wpływem chwili, dwoma ruchami, obcięłam kilka lat zapuszczania ;-)

niedziela, 13 października 2013

Strój dnia: Wełniany żakiet H&M + boyfriend jeans (DIY).


O żakiecie, z dzisiejszego zestawu, pisałam Wam już ostatnio przy moich tegorocznych, jesiennych rzeczach 'must have'. Wełniany, ciepły żakiet to bardzo dobra alternatywa dla jesiennego płaszcza, szczególnie w tak ciepłe i słoneczne dni, jak dziś. O spodniach było już kilka razy, a jak powstały możecie przypomnieć sobie w odpowiednim poście, link podaję na dole wpisu. A bransoletki (właściwie całe pudełko cudownej biżuterii) podesłała mi ostatnio By Dziubeka, dzięki czemu moje uprzedzenie do kupowania biżuterii przez internet poszło w niepamięć - ta biżuteria naprawdę wygląda lepiej niż na zdjęciach. Zachęcam do zaglądnięcia do ich oferty i przygotowania się, że tej firmy będzie tu dużo i często. I tyle na dzisiaj - wolny weekend kończę dobrym filmem, ładując akumulatory na bardzo intensywny tydzień. Miłego, enjoy! ;-)


Żakiet i torba: H&M
Spodnie: secondhand + DIY *link do wpisu
Bransoletki: By Dziubeka
Buty: CCC

czwartek, 10 października 2013

Must have, Autumn 2013: Wełna, futrzana kamizelka i czerń na obcasach.

Co rok, o tej porze, mam ten sam problem - czy wydawać pieniądze przeznaczone na jesienne "must have" od razu na kurtkę zimową, czy kupować wcześniej płaszcz jesienny. Patrząc na to, że mieszkam w miejscu, gdzie jest zimno fest, a jesień jest tak naprawdę zimą z kilkoma ciepłymi dniami, nie powinnam mieć żadnych wątpliwości. Ale w tym roku postanowiłam przeciwstawić się pogodzie. Długo szukałam czegoś, co wyjdzie na przeciw khaki parkom i płaszczom ze skórzanym rękawami, które widzę na każdym kroku. I trafiłam znów na Zarę, a właściwie na jej wełniane płaszcze o niebanalnym kroju, przypominające męskie, długie marynarki. Do kratki nie jestem przekonana, ale po założeniu uznałam, że takiego wzoru jeszcze w szafie nie posiadam i chyba czas spróbować. I tak zakupiłam takie cudo, oby obecna pogoda pozwoliła jak najdłużej mi się nim cieszyć.




www.zara.com

Drugą dobrą rzeczą, na jaką natknęłam się tej jesieni, jest wełniany żakiet z H&M. Fenomen tego żakietu jest taki, że najpierw wypromowała go Gisele, reklamując sieciówkę przez każdy możliwy środek masowego przekazu, marketingowiec marki uczynił wspaniałą robotę umieszczając zawrotną cenę 79,90 w widocznym miejscu, dzięki czemu żakiety rozeszły się z H&M w ciągu kilku dni! Od siebie dodam, że odkąd pracuję w wyżej wymienionej sieciówce, jeszcze nie widziałam rzeczy, która cieszyłaby się większym powodzeniem i szybciej zniknęłaby z wieszaków! Oczywiście jak coś jest fajne, to ja muszę docenić to po stracie - spodobał mi się ten żakiet wtedy, kiedy już wszystkie modele wylądowały w szafach klientek. Szukałam na allegro (gdzie cwaniarki życzą sobie po 129,90), obdzwoniłam połowę H&M'ów w Polsce (oczywiście na próżno), aż ostatnio doczekałam się - kiedy do sklepu weszła klientka, z zamiarem dokonania zwrotu, a z firmowej siatki zobaczyłam wystającą, charakterystyczną stójkę ze złotymi paskami, radości nie było końca. I jak zawsze narzekam na zwroty, tak dziś powiem - niech żyją panie, które nie przymierzają w sklepie ubrań, kupują po dwa rozmiary, a potem oddają! ;-)


 www.hm.com

Trzecią rzeczą, na którą poluję od dawna, jest ciepła kamizelka ze sztucznego futra. Znów wymyśliłam sobie czarną, znalazłam kilka fajnych, które prezentuję Wam poniżej. Z racji tego, że nie chcę wersji długiej, zapewne zdecyduję się na krótki, czarny model z www.chicnova.com

www.mosquito-sklep.pl

 www.hm.com

www.chicnova.com

Ostatnią rzeczą na dziś są moje zimowe buty, których temat wciąż nie jest zamknięty, ponieważ nie trafiłam na takie, do których byłabym przekonana w stu procentach. I z tego też powodu, poniżej przegląd modeli, które do mnie przemawiają, ale jeszcze nie wiem, który przemawia najbardziej ;-) W tym roku szukam czarnych butów, niekoniecznie workerów, które już mi się na ulicy przejadły. Myślę nad botkami na obcasie, a co mnie najbardziej cieszy, projektanci powoli odchodzą od niebotycznie wysokich butów, w których dobrze wygląda się tylko na zdjęciach, na rzecz kobiecych obcasów dobrych i do eleganckich i do casualowych zestawów. Poniżej moje propozycje na nadchodzący sezon.

www.deezee.pl

 www.stylowebuty.pl

www.hm.com

www.zara.com

www.mango.com