czwartek, 29 grudnia 2016

Instagram MIX - grudzień 2016!


Uwielbiam pisać wpisy "Instagram Mix", bo chyba najłatwiej przychodzi mi przelewanie tu wszystkich pozytywnych emocji, których doświadczam. Właściwie, ostatnio stwierdziłam, że chyba zastanowię się nad napisaniem książki w stylu "Skalska na Podhalu", bo to, jak się tu znalazłam i co wydarzyło się przez pierwsze cztery lata mojego mieszkania tu, nie może zostać zapomniane i pozostawione bez echa. Choć, tak właściwie, patrząc na to z drugiej strony, pewnie mało kto i tak by w to uwierzył ;-)
Do sedna, bo znów zaczynam swoje.

Grudzień zaczęłam hardkorowo - termin porodu miałam na 8 grudnia, ostatniego dnia listopada miałam już tak serdecznie dość, że usiadłam i prawie wymiękłam, co bardzo rzadko mi się zdarza. Dziękuję wszystkim obserwującym mój Instagram Matkom Wariatkom, które poleciły mi mnóstwo przetestowanych metod do wykurzenia Stanleya z brzucha - dwa lata temu, rodząc Zośkę dwa tygodnie po terminie śmiałam się z tego, w tym roku śmiało mogę powiedzieć - JAK SIĘ CHCE URODZIĆ WCZEŚNIEJ, TO SIĘ DA! I tu oczywiście zgadzam się, że termin porodu nie jest przypadkowy, dziecko ma siedzieć w matce do końca, bo tylko wtedy osiągnie status cudownego, dożywionego i błogosławionego, ale pogadamy, jak któraś z Was będzie pod koniec ciąży, ze świadomością, że zdrowe cztery kilo w brzuchu przekroczone, Wasz kręgosłup od ciężaru wysiądzie, a obok Was będzie siedziała rozwydrzona dwulatka, która tu i teraz chce się huśtać na Waszej nodze, albo nagle zachce się jej dwa razy dłuższych spacerów. 
Wracając do tematu, o 3 w nocy spakowałam się i zarządziłam w domu wyjazd do szpitala. Trochę bałam się, że odkryją tam, że symuluję akcję porodową (tak, łudziłam się, że przejdzie to bez echa), w samochodzie obmyślałam plan, co powiem na rejestracji, żeby broń Boże nie odesłali mnie do domu, a Jędrkowi zabroniłam cokolwiek tam mówić ;-) Na szczęście o 3 nad ranem nikomu tam nie chce się dyskutować, więc odesłali mnie na obserwację na patolę, mój ulubiony do tej pory oddział. Tak rozpoczęłam wczasy, a co lepsze, położyłam się z książką i naprawdę stwierdziłam, że przecież kiedyś się zacznie. Na szczęście trafiłam w ręce dwóch WSPANIAŁYCH lekarek, które ograniczyły mi mój "all inclusive" i po tajemniczych czarach, wieczorem dostałam takich skurczy, że wspomnienia sprzed dwóch lat wróciły i znów rzucałam mięsem na cały ród męski i zaklinałam się, że jak kiedyś znów zachce mi się dzieci, to niech mnie ręka Pańska strzeże... O 3 w nocy (ta trzecia godzina mnie prześladuje) przeniosłam się na porodówkę, o 4 dojechał biedny Jędrek (on już po pierwszym porodzie powinien mieć złoty pomnik w centrum Zakopanego), chwilę po 6 było po wszystkim. (Niby krótko, ale jak to oczywiście ja, nastawiłam się, że "drugi poród już ekspresem", i oczekiwałam 15 minut, więc 3 godziny były dla mnie wiecznością.)
Nie ważne, czy 22 czy 3 godziny, ważne, że Stanley wytańczył na porodówce dziesiątkę od jury, ja to przeżyłam sto razy lepiej, niż dwa lata temu i zdrowo wróciliśmy do domu. Jak przystało na małych, zakopiańskich celebrytów, Staszek od razu trafił na ramy mojej ulubionej gazety i wszystko wróciło do normy, hej!


CO U ZOSI
Wiecie, że koleżanka skończyła trzy dni temu dwa lata? Skłamałabym, gdybym powiedziała, że wiem, kiedy to zleciało. Pozostając przy pozytywach, przestała znęcać się nad Staszkiem, nawet pozwala mu na pół sekundy popatrzeć na swoją Pandę (o dotknięciu nie ma mowy). Zaczęła mówić do tego stopnia zrozumiale i dosadnie, że kiedy spadła z łóżka i siarczyście zaklęła, zaczęłam się nad sobą zastanawiać. No i zdradzi wszystko, koniec z tajemnicami i sekretami u Gąsieniców.


CO U STASIA
Jutro skończy 4 tygodnie, za 3 dni skończy miesiąc, dacie wiarę? ;-) Jestem przerażona, bo jeśli ja widzę bez wagi, że bardzo szybko rośnie (w sumie powtórka z rozrywki z Zonią), to na wtorkowym badaniu mogę się zdziwić, za miesiąc podać pierwszy dietetyczny słoiczek z zupą, a za dwa wysłać go do przedszkola! A tak całkiem serio, to prócz tego, że pomylił mu się dzień z nocą (i śpiewa po góralsku z Matką od 2 w nocy do rana, a potem śpi do obiadu, czego Matka już uczynić ni jak nie może), patrząc na to, że potrafi spać przy żywotności swojej siostry, która ostatnio nie jest niegrzeczna, a opętana, wybrałam się wczoraj, żeby przebadać mu słuch, ale wszystko ok, chyba po prostu jest dzienną oazą spokoju.


CO U MNIE
Pamiętacie, jak po urodzeniu Zośki bulwersowałam się, jak ktoś zapytał mnie, co całymi dniami robię w domu? Moi Mili, odwołuję to! Posiadanie jednego dziecka to pikuś przy posiadaniu dwójki! Teraz, jak ktoś skieruje do mnie to pytanie, dostanie od razu w twarz.
Natura wynagrodziła mi ciężki poród i tydzień po tym wydarzeniu weszłam w swoje ulubione spodnie i wyniosłam ze sklepu body w rozmiarze XS, co mnie ucieszyło, jak wariata! ;-) Jak dziś wspomniałam Wam na Instagramie, właśnie wchodzę na plan treningowy, a że powrót do formy po ciąży z Zośką cieszył się dużym zainteresowaniem, tym razem też co jakiś czas będę wrzucać tu efekty mojej pracy. Waga nie gra tu roli, bo po ciąży zostały mi niecałe 2 kg, jednak zaczynam pracować nad wyrobieniem satysfakcjonującej mnie rzeźby, od zlikwidowania bezdupia i pracy nad talią zaczynając. Są plusy: trener personalny pod dachem, są minusy: status wiecznie samotnej matki z dwójką, ale jak zamierzam Wam pokazać, dla chcącego nic trudnego! Szczytową formę i pozbycie się wszelkich oznak dwóch ciąż planuję na weekend majowy, wtedy też pokażę Wam zdjęcia "przed" i "po". Zanim wypełznę z domu, zaczynam w legginsach, jak skoczek narciarski, miesiąc detoksu, Mel B i tabaty, mojego niezawodnego, domowego trio. Nie pytajcie, kiedy to robię, bo ani nie zrywam się o 5 rano, ani po ciężkim dniu, późnym wieczorem - treningi z Mel B trwają po 10 minut, tabata jeszcze mniej, dlatego każdy, bez wymówek, może znaleźć na to czas w ciągu dnia, ament ;-)


KOSMETYKI I PAZNOKCIE ORAZ INNE NOWOŚCI
Miałam tu umieścić denko kosmetyczne, bo trochę mi się tego ostatnio nazbierało, ale postanowiłam zrobić z tego osobny wpis.
Poniżej, po lewej, świąteczne, babskie prezenty, po prawej otulacz Staszka. I jak Zośka dałaby się dwa lata temu za niego pokroić, Staszek go nienawidzi... Ale o tym również wkrótce ;-)



OGŁOSZENIA PARAFIALNE Z ZAKOPANEGO!
Co jak co, ale nikt mi tu nie zaprzeczy, że zakopiańska porodówka, to zdecydowanie porodówka z najlepszym widokiem w Polsce - rodzisz z widokiem na Gubałówkę, wczasujesz się z widokiem na Tatry. Jako że nie wybieram się tam w najbliższej przyszłości, wstawiam tu zdjęcia, żeby sobie kiedyś przypomnieć ;-)
A w sobotę Dwójka pokaże Sylwestra w Zakopanem - dziś widziałam, że scena hula, muzyka gra, nic tylko przyjeżdżać i oglądać! Ja tradycyjnie, jak i skoki narciarskie, mając kilometr i do skoczni i na Równie Krupowe, zasiadam przed telewizorem :P



ULUBIONE ZDJĘCIE MIESIĄCA!
Zosia i Adaś - prawie bliźniaki, prawie rodzeństwo, dwie Gąsieniczki, hej!


Zapraszam na INSTAGRAM

czwartek, 8 grudnia 2016

Poznajcie Stasia!


Staś, urodzony 2 grudnia 2016, o godzinie 6:30, 4000 gramów w 57 centymetrach, hej!

Pisałam już, że choć drugi poród trwał ekspresowe 3 godziny (patrząc na poprzedni, który trwał 22), tak ten był dla mnie sto razy gorszy, ale czuję się po nim o wiele lepiej, normalnie jak nówka sztuka! ;-) Stasiek zdrowy, ciężki (tak tak, możecie współczuć), w nocy śpiący, w dzień płaczący, Zojda w ogólnym szoku, ale wózkiem z bratem ronda po domu już robi, więc wszystko wraca do normy.

Zapraszam na INSTAGRAM, gdzie jesteśmy na bieżąco ;-) 

piątek, 25 listopada 2016

Instagram MIX - listopad 2016!

CO U MNIE 
 Listopad, a właściwie jego końcówka (a właściwie od końca listopada do Nowego Roku), to u nas najbardziej imprezowy okres w roku - ja odwalam swoje imieniny i urodziny, Jędrek imieniny, a Zośka urodziny i sto tysięcy Mikołajek, Gwiazdek i Choinek. Zaczynając od tych pierwszych, mój Mąż spełnił moją wielką zachciankę, na którą nigdy nie miałam odłożonych pieniędzy, a zawsze była na mojej liście niezbędników i kupił mi stojące lustro, przez co Instagram zrobił się jeszcze bardziej narcystyczny, niż był ;-) Docelowo lustro stanie w sypialni, ale najpierw muszę pozbyć się stamtąd dzieci, więc jeszcze chwilę będzie stało w centralnym punkcie domu. Poniżej kilka moich ciążowych, ostatnich "strojów dnia", no i ostatni raz możecie popatrzeć tu na Staszka w brzuchu i mnie w dwupaku - kolejnej odsłony "2w1" nie planuję w najbliższym czasie, więc niech zostanie to tu pamiątką ;-)


CO U ZOSI
Wiecie, że za dokładny miesiąc skończy 2 lata? Dorobiła się swojego pierwszego warkocza (który gościł na jej głowie niecałe dwie minuty), prawie całe dnie spędza w okularach przeciwsłonecznych, a nawet nauczyła się robić "dziubki" do zdjęcia, więc śmiem twierdzić, że rozwija się prawidłowo, jak na swój wiek :P


DIY, CZYLI ZRÓB TO SAM!
Hardkorowa zachcianka ciążowa Skalskiej, czyli 100 babeczek, do pochłonięcia na raz.
Ciasto: poszukać w internetach "kruche babeczki".
Reszta: ulubiony dżem owocowy + serek mascarpone zmiksowany ze śmietanką 30% i cukrem waniliowym + bita śmietana + orzechy i kakao do posypania całości.
SMACZNEGO! ;-)


KOSMETYKI I PAZNOKCIE ORAZ INNE NOWOŚCI
Niestety mój iphone dalej leży i kwiczy - dziś pieniądze na wymienienie ekranu (który już wymieniam kilka miesięcy) wydałam bezsensownie u Doktorka (dzięki, Stanley!), dlatego jeszcze chwilę będę straszyć tą piękną jakością niektórych zdjęć. Jak tylko go naprawię, na pewno zauważycie różnicę, a ja w końcu pokażę Wam, jak piękne są matowe odcienie Mary Jo K i Koko K z Kylie Cosmetics, kolejnej mojej, ciążowej zachcianki. Na razie musicie uwierzyć mi na słowo, że jest to najpiękniejsza, matowa czerwień, jaką do tej pory miałam! ;-)
Lubicie DeeZee? Ja uwielbiam, a częste promocje (tak jak tu, -40% i darmową wysyłkę) uwielbiam. Jak przystało na ciężarną, mieszkającą w Zakopanem, aktualnie tuż przed zimą, nabyłam dwie piękne pary adekwatnego do wszystkiego w/w obuwia ;-)


OGŁOSZENIA PARAFIALNE Z ZAKOPANEGO!
W tym miesiącu była już piękna zima i piękna jesień, piękne, typowe góralki przyszły na świat, piękne golasy opanowały Krupówki, więc ze spokojem stwierdzam, że to kolejny miesiąc bez zmian, wszystko ok!


ULUBIONE ZDJĘCIE MIESIĄCA!
Moja Jędrula! Bo ma imieniny zaraz po mnie, bo teraz, kiedy ja mam naprawdę drażliwy i zły czas, staje na wysokości zadania i sprowadza mnie do parteru, bo kocham go fest!


Zapraszam na INSTAGRAM  

  
PS Dzisiaj Kasie imieninują, więc każdej Kasi życzę dziś miłego dnia! ;-)

poniedziałek, 7 listopada 2016

DIY: Róże z klonowych liści, czyli jesienny wianek na drzwi.


 Aż trudno uwierzyć, że zdjęcia, które wykorzystuję w dzisiejszym wpisie zrobiłam niecałe 2 tygodnie temu. Dziś w Zakopanem jest totalne przeciwieństwo - mróz zrobił swoje, śnieg zrobił swoje swoje, wszystkie liście leżą mokre i brudne na ziemi, nie ma czego zbierać, jest szaro i to by było na tyle mojego czekania na piękną, złotą jesień w tym regionie. Jeśli jednak ktoś z Was może się cieszyć kolorami tej cudownej pory roku, korzystajcie ile możecie i ładujcie akumulatory ;-)

W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam pokazać, jak zrobić wianek, który na tyle spodobał się Wam na Instagramie, że postanowiłam przenieść go tutaj. Zaczynamy!

Najpierw musicie znaleźć liście, im większe i bardziej kolorowe, tym lepsze. My mamy to szczęście (choć z drugiej strony jest to nasza zmora, kiedy trzeba sprzątać uliczkę), że otaczają nas wielkie klony, które do pierwszych mrozów (czyli niestety krótko) mają wspaniałe, żółte, wielkie liście. A jak już znajdziecie odpowiednie liście, to macie 90% sukcesu.


DIY:

Do zrobienia wianka potrzeba:
- (najlepiej) klonowych liści,
- nitki,
- nożyczek,
- wiklinowego wianka (ostatnio widziałam takie w Pepco za grosze), 
który możecie zastąpić również okręgiem wyciętym z tektury,



 Wyznaczam poziomą linię na środku liścia, składam go na pół i pierwszy liść zwijam bardzo ciasno. Kolejny liść składam analogicznie, dokładam do pierwszego, formuję go w płatek i przywiązuję nitką. Tak samo postępuję z taką ilością liści, żeby powstała mi róża odpowiedniej wielkości.
Gotowe, związane róże przywiązuję do wianka i koniec! Jeśli ktoś z Was kiedykolwiek robił w lecie wianek z kwiatów, na pewno od razu załapie, o co mi chodzi ;-)


 Jak już Wam wspomniałam, mój wianek stał się ostatecznie wiankiem pod duży znicz na cmentarzu, a ja, patrząc na śnieg za oknem i nadchodzący grudzień, już mam w planie coś fajnego, czerwonego i w klimacie na drzwi ;-) Enjoy!

piątek, 4 listopada 2016

Instagram MIX - październik 2016!

DOM 
Jak już pewnie widzieliście, październik przywitał nas naprawdę pokaźną warstwą śniegu, a potem był już tylko jeden weekend słoneczny i cały czas deszcz, deszcz i deszcz - podsumowując, dalej czekam na piękną, złotą jesień, ale na razie nic takiego się nie zapowiada. Jak już w poprzednim miesiącu napisałam, wszelkie remonty zaplanowane na "przed porodem" zostały poczynione, co jednak nie oznacza, że nie planuję nowych na "po porodzie" ;-) Ostatnim elementem wszelkich remontów było wstawienie drzwi do pokoju Zośki (już Wam kilka razy pisałam, przy pierwszych remontach wywaliliśmy wszystkie drzwi, tworząc "przestrzeń otwartą", jednak dzieci szybko weryfikują moje cudowne pomysły). A jak pojechałam po drzwi, tak zobaczyłam kilka fajnych rzeczy, które już są na mojej remontowej, wiosennej liście. Jest to na przykład trawa na podłogę do sypialni, bo mam ambitny plan wykurzenia Stanley'a z mojej sypialni na wiosnę (tak, tego Stanley'a, który jeszcze się nie urodził), mam nadzieję, że pójdzie w dobre ślady starszej siostry i od razu zaklimatyzuje się w swoim pokoju, a Matka zrobi sobie wymarzoną sypialnię, z trawą na podłodze, cudami na ścianach i balkonem a'la tajemniczy ogród. Takie mam plany domowe, póki co wszystko na papierze, byle do wiosny.


DIY, CZYLI ZRÓB TO SAM!
Bardzo się cieszę, że spodobał się Wam mój jesienny wianek na drzwi, który ostatecznie jednak został... ozdobną podstawą pod znicz na cmentarzu. Aktualnie za oknem mam śnieg, więc na drzwiach powieszę coś przedświątecznego, czerwonego, mojego ulubionego, a żółte liście ładnie komponują się na Pęksowym Brzyzku - jeśli ktoś w najbliższym czasie będzie na tym cmentarzu, na pewno zobaczy ;-) Jeśli porodówka mnie nie zaskoczy na dniach, to wrzucę Wam tu ekspresowy post, jak zrobić taki wianek.


CO U MNIE 
Dziś przeżyłam ostatnią wizytę u Doktorka, na której wszystko było cacy i lali, termin z USG przybliżył się do 20 listopada, więc moje pakowanie torby nie poszło na marne. Jeśli ktoś chce zobaczyć, co zabieram do szpitala w tym roku, zapraszam do wpisu: "DZIECKO: Moja druga wyprawka do porodu, czyli przeżyjmy to jeszcze raz.".



Tak bardzo chciałabym Wam opisać historię mojej Fotobudki, która hula i śmiga, jednak nie chcę niczego opisywać bez aktualnej strony internetowej, która zaginęła u informatyka. Mam nadzieję, że na dniach wszystko dostanę i wszystkiego się dowiecie. Gdzie cykamy zdjęcia na bieżąco możecie przeczytać i dowiedzieć się tu: KLIK.


CO U ZOSI?
 Zośka ma chomika! Żywego! Od trzech tygodni! I jeszcze żyją! Oboje! ;-) Najpierw poszłam do Maka po zwierza, jednak historia poszła dalej i o wszystkim możecie poczytać w poście: "Spidi - nowy członek rodziny, czyli pierwszy żywy zwierz Zochy."


 W ogóle wiecie, że w grudniu Zośka skończy 2 lata? Nie wiem, kiedy to zleciało... Z planu "do drugiego roku życia" sikanie na nocnik opanowane do perfekcji (1:0 dla Matki), za wyrzucenie smoka nawet nie wiem, jak się zabrać (1:0 dla Zojdy), czyli nie jest źle! Podsumowując, gdyby takie dwulatki się rodziły, to mogłabym mieć tuzin dzieci w domu ;-)


KOSMETYKI I PAZNOKCIE ORAZ INNE NOWOŚCI
 Jak już wspominałam, jesienne przesilenie plus ciąża osłabiły mi paznokcie, więc odstawiłam hybrydy na jakiś czas i regeneruję dłonie i paznokcie. O wszystkim pisałam we wpisie: "KOSMETYKI: INDIGO HOME SPA, czyli jesienna pomoc dla zmęczonych dłoni i paznokci."


 Jeszcze nie urodziłam, a tu taka niespodzianka! Wyprawka dla Staszka gotowa, wyprawka dla Matki też się tworzy. Normalnie chętnie wskoczyłabym w to wszystko i pobiegła na siłownię, ale jeszcze chwila ;-)


OGŁOSZENIA PARAFIALNE Z ZAKOPANEGO!
 Uwieeelbiam Zakopane poza sezonem, choć mam wrażenie, że niektórzy nie lubią i się w tym czasie bardzo nudzą (o czym świadczy artykuł z pierwszego zdjęcia, który pozwólcie, ale pozostawię jednak bez komentarza). Śnieg spadł, chętnych do przezimowania blondyn dalej nie brakuje - wszystko bez zmian, wszystko ok!


ULUBIONE ZDJĘCIE MIESIĄCA!
Czysta radość!


Zapraszam na INSTAGRAM!
https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

wtorek, 25 października 2016

DZIECKO: Moja druga wyprawka do porodu, czyli przeżyjmy to jeszcze raz.

 I oto nastał 34 tydzień ciąży. Pamiętam, jak w 20 miałam już wszystkiego dość, jak niemiłosiernie dłużył mi się czas, a teraz nagle doznałam takiego przyspieszenia, że głowa mała. Powoli zaczyna do mnie docierać, co się dzieje (żeby tradycji stało się zadość, zapewne całkowicie dotrze do mnie dopiero na porodówce), powoli Doktorek każe mi przystopować z wszystkim, bo pojawiło się rozwarcie - co prawda słyszałam dokładnie to samo w pierwszej ciąży i urodziłam 10 dni po terminie, jednak tym razem rzeczywiście jest trochę inaczej: brzuch mam tak nisko, że czuję, jakbym normalnie go w kolanach miała, a dłuższe chodzenie sprawia mi taki ból, że pół dnia muszę siedzieć lub leżeć. Dla porównania, w ciąży z Zośką brzuch miałam do samego końca tak wysoko, że ciężko mi się oddychało, bo miałam wrażenie, że leży mi na płucach, a biegałam do samego końca, mogłabym przedstawić świadków, którzy widzieli, jak w knajpie na Krupówkach, prawie tydzień po terminie robiłam przysiady, żeby "coś złapało" i żebym nie spędziła świąt na patologii ciąży. Jeśli kogoś to interesuje i nie wie, to spędziłam święta na patoli, a Zośkę wykolędowałam dopiero w Szczepana - marzę o tym, żeby tym razem przeżyć adrenalinę paniki w domu, żeby mnie wszystko zaskoczyło w domu i żeby mnie Jędrek zaniósł do szpitala, jak w "Bridget Jones 3" ;-) No dobra, to trzecie już mi Jędrek wybił z głowy, ale na pewno nie chciałabym znów wylądować na patologii ciąży w szpitalu, całą resztę przyjmę w podniesionym czołem. Zapytacie pewnie, dlaczego więc rodzę drugi raz w grudniu i sama załatwiłam sobie niepewność związaną ze spędzeniem świąt w szpitalu? Sto razy powtarzałam Wam, że grudzień to mój ulubiony miesiąc, do tego, jak mawiają na mieście "no risk no fun", jednak tym razem zostawiłam sobie rezerwę w obliczeniach i niezależnie ile przedłużyłby mi się termin, święta spędzę w domu ;-) Tyle o tej końcówce ciąży, chyba to ostatni taki wywód, trzymajcie kciuki, byle do grudnia!


Wracając do tematu, szukając w necie magicznego i na czasie dla mnie hasła "torba do szpitala, porodu" trafiłam na... swojego bloga ;-) Naprawdę zapomniałam o tym, że prawie dwa lata temu podsumowałam to, co spakowałam na porodówkę, co okazało się niezbędne, a co mogłam od razu sobie odpuścić. I teraz, nie powiem, kilku rzeczy dalej nie miałam na liście, więc brawo ja za tamten wpis! Przeżyjmy to jeszcze raz: "Moja wyprawka do porodu, czyli co było mi zbędne oraz o czym kompletnie zapomniałam".


W tym roku, tym razem, jest zgrabnie, kompaktowo i prosto - czarna torba dla mnie, szara dla Staszka, żadnych zbędnych rzeczy (najwyżej Jędrek wykona sto kursów na trasie szpital - dom). 

Zaczynając od mojego niezbędnika dla dziecka po porodzie:
(i tu dalej zaznaczam, że są to moje osobiste odczucia po przeżyciu porodu w tym szpitalu, nikomu nic nie narzucam, opisywać będę to, co mi w sercu, głowie i na języku leży)


UBRANKA
Dalej namawiam do zorientowania się (w większości szpitali podobno nawet na stronach internetowych jest taka informacja), czy szpital wymaga wyprawki dla dziecka. Po tamtym wpisie dostałam kilka wiadomości, że "tak czy siak brać swoje", że "panie położne i tak nie pozwoliły ubierać w inne niż szpitalne", i powiem szczerze, że tego drugiego niestety, ale nie rozumiem - ja wiedziałam, że mój szpital zapewnia ubranka podczas pobytu na oddziale, jednak miałam swoją wyprawkę i nie rozumiem, co to znaczy, że "panie położne nie pozwoliłyby mi ubierać w inne niż szpitalne". Z doświadczenia powiem Wam, że po porodzie, kiedy zabrali mi Zośkę, a ja przechodziłam na oddział, Zośka czekała na mnie w tych szpitalnych, jednak była w nich dopóki nie doszłam do sali - z wielkim trudem, ale przebrałam ją w prywatne śpiochy (w ogóle nie ogarniałam takiej małej istoty, a co dopiero ubierać jej ręce, jak zapałki w jakieś równie mini śpiochy?!), ale miałam to szczęście, że panie na oddziale szybko załapały, że ze mną nie ma co się kłócić i na poranne badania zabierały mi ją w wózku ze swoimi ubrankami na zmianę - zła matka, złote kobiety! ;-)

Wracając do ubranek, w skład mojej wyprawki na 3 dni wchodzą:
- 2 x body z krótkim rękawem
- 4 x body z długim rękawem
- 6 x pajacyki/śpiochy z długim rękawem
- kilka par skarpetek
- kilka bawełnianych czapeczek

PAMPERSY:
20, dokładnie tyle wzięłam ostatnio, dokładnie tyle zużyłam ostatnio, dokładnie tyle samo biorę tym razem.

PIELUCHA TETROWA x2
Niezastąpiona - biorę dwie sztuki (ostatnio miałam więcej), ale na sali jest ich miliony do korzystania, świeżych i pachnących, będę brudzić szpitalne, resztę swoich, pięknych, zostawiam w domu.

PIELUCHA FLANELOWA x3
Lubię je do przykrywania i zakrywania, a 3 w zupełności wystarczą.

CIEPŁY KOCYK
Stanley dostał szaraka, prostego z Ikea, za chyba 8złotych, bardzo miękkiego i dość dużego. Z Zośką spałam na jednym łóżku i brakowało mi takiego ciepłego koca dla nas dwóch, bo kupiłam "cudowny, idealny dla księżniczki, taki, jaki kazali", metr na metr i mogłabym sobie nim stopy chyba przykryć. Teraz mamy taki, że dużo miejsca nie zajmuje, a przykryje nas oboje.

MAŚĆ NA ODPARZENIA
Dla mnie ulubiony Babydream - stosowałam go przez całe pieluchowanie/pampersowanie Zośki i nie mogę mu nic zarzucić, jedynie polecić dalej.

CHUSTECZKI NAWILŻANE
Jak już kiedyś napisałam, dobre do wszystkiego, podczas pobytu w szpitalu, począwszy od przewijania, przez odświeżanie, czy nawet przetarcie stolika przy łóżku. Kolejną reklamą niesponsorowaną niech będzie, że u mnie to są niezawodne Fitti z Biedronki - dobra jakość, dobra cena, drugie dziecko będę na nich wychowywać, bo nie mam im niczego do zarzucenia.

SMOCZEK
i tyle! 

(co jeszcze ciekawego i totalnie niepraktycznego można zabrać na porodówkę, na moim przykładzie, przeczytać możecie w poście sprzed prawie dwóch lat, link na górze dzisiejszego wpisu)


Z wyprawką dla dziecka było łatwo, przejdźmy do wybrednej matki ;-)


Zaczynając od drażliwego dla mnie tematu, KOSZULA NOCNA DLA MATEK KARMIĄCYCH ;-) W ogóle termin "koszula nocna" nie istnieje i nigdy nie będzie istniał w moim słowniku! Dalej śpię w w koszulce na ramiączkach i męskich bokserkach, dalej czasami coś mi do głowy strzeli i mam kilka jakiś koronek, ale też dalej nie mam i nie będę miała koszuli nocnej ;-) Oczywiście ciekawostką niech będzie to, że idę na drugi poród w tej samej koszuli, którą wtedy zakupiłam i jak napisałam, zachowałam ją na drugi poród - tym razem jednak nie wróci już ze mną do domu na bank.


BAWEŁNIANA BLUZKA Z DŁUGIM RĘKAWEM I ROZPIĘCIEM NA DEKOLCIE x2
Bo jestem zmarźluchem, bo tak też da się wygodnie karmić.

LEGGINSY
Mój porodówkowy standard, ale po prostu jest mi tak wygodnie i już.

STANIK
Tym razem żadnych dla karmiących u mnie nie będzie, i ja wiem, że przeciwników tego znajdzie się więcej niż zwolenników, ale u mnie staniki dla karmiących nie sprawdziły się zupełnie, dlatego tym razem zaopatrzyłam się w 3 staniki w odpowiednim rozmiarze, dla wygody, rozpinane z przodu. 

BOKSERKI
 Żadne majtki, cuda poporodowe, zwykłe, bawełniane bokserki.

SKARPETKI

BUTY
Jak już pewnie doczytaliście, klapek też nie uznaję, w tym roku nie będę ryzykować z trampkami na oddziale, więc zakupiłam fajne, wsuwane buty - koty, testuję od tygodnia i żyję ;-)

PODKŁADY POPORODOWE

WKŁADKI LAKTACYJNE

RĘCZNIK x2

KOSMETYCZKA
Z codziennymi kosmetykami.

SZCZOTECZKA I PASTA DO ZĘBÓW

 ŻEL DO MYCIA
Ostatnio wzięłam płyn do higieny intymnej, którym myłam się od stóp do głów i tym razem też tak robię.

BALSAM DO CIAŁA
Wersja mini, bo ostatnio po porodzie wyglądałam jak wąż, dlatego jeśli sytuacja się powtórzy, to raz będę musiała się posmarować, żeby nie zwariować.

 BALSAM NAWILŻAJĄCY I MAŚĆ NA BRODAWKI
U mnie ostatnio był EOS i maść z Ziai, jednak tym razem biorę uniwersalny balsam łagodzący, który idealnie nada się do tych dwóch powyższych.



PAPIER TOALETOWY
Którego nigdy nie ma za dużo w szpitalu.

PODUSZKA
Brakowało mi ostatnio takiej poduszki, jaką biorę teraz - grunt to się dobrze wyspać, pamiętajcie!

TELEFON I ŁADOWARKA

i najważniejsze zostawiłam na koniec:
DOWÓD OSOBISTY I KARTA CIĄŻY!
Ja ostatnio oczywiście zapomniałam ;-)


 I to by było na tyle - dzięki mojej dłubaninie w dzisiejszym poście utwierdziłam się tylko, że zabrałam wszystko, co jest mi niezbędne, co przyznam szczerze, daje mi jakieś poczucie chwilowego spokoju. Mam nadzieję, że komuś kiedyś może przyda się moja niestandardowa wyprawka do szpitala ;-)

A Wy, Babeczki? Zabrałyście coś mega niepraktycznego na porodówkę? Albo w drugą stronę, zapomniałyście o czymś bardzo ważnym? Jak już wspomniałam na wstępie, dużo ostatnio siedzę, więc chętnie poczytam i zrelaksuję się przy Waszych komentarzach ;-) Miłego dnia!

czwartek, 20 października 2016

Spidi - nowy członek rodziny, czyli pierwszy żywy zwierz Zochy.


Nie będę się tu rozpisywać, jaka to była przemyślana decyzja, ile testów uczuleniowych zrobiliśmy, albo jak długo wybieraliśmy pierwszego, żywego zwierza dla Zochy, bo prawda była taka, że sto lat temu miałam chomika, fajną klatkę, którą moja Mama postanowiła teraz z hukiem wyrzucić, więc nasze dylematy nad "zwierzem dla Zochy w przyszłości" zostały rozwiane w dwa dni - pierwszego dnia Mama przywiozła do nas klatkę, drugiego przynieśliśmy do domu zwierza.


Co prawda ja chciałam (i dalej chcę) kota, ale w rachubę wchodzi kot, który chodzi też dużo po polu, co u nas, w środku miasta, trochę słabo widzę. Do psa muszę jeszcze dorosnąć, posiadanie pierwszego psa (i dwójki małych dzieci) uważam za dość odpowiedzialną rolę, ale myślę, że do dwóch lat i tak jakiś do nas się wprowadzi. Rybek nienawidzę, bo nie lubię zwierząt, których nie można dotknąć. Z doświadczenia wiem, że świnki morskie strasznie dużo sikają, myszy są fajne, ale dla dorosłych lub starszych dzieci, a z chomikami nie miałam żadnych dziwnych przygód, więc pomimo sprzeciwu wszystkich dookoła, postanowiłam, że w klatce zamieszka chomik. I jak już wyżej wspomniałam, w sklepie zoologicznym spędziliśmy 15 minut i wyszliśmy ze Spidim - szarym chomikiem, którym Zocha jest zachwycona! 


I na razie żyje sobie Spidi w swojej klatce, nie przeszkadza nikomu, Zocha jest w swoim żywiole, kiedy pcha mu marchewki i palce do klatki, a ja mam w końcu chwilę wolnego, na co też narzekać nie mogę ;-)


Miłego dnia!