piątek, 20 października 2017

Portret małżeński Gąsieniców - top 15!

 No dobra, tak naprawdę chciałam Was tu zwabić, żebyście zobaczyli zmiany w wyglądzie bloga, nad którymi chwilę dziś pracowałam, ale skoro już tu jesteście, to pokażę Wam w tajemnicy, jak wyglądają Gąsienice na obecnie 15 NAJLEPSZYCH wspólnych zdjęciach! ;-)


Enjoy!

środa, 4 października 2017

Recenzja wózka Graco Evo, czyli nie kupuj go, zanim tego nie przeczytasz.


Dziś, po 7 miesiącach użytkowania, postanowiłam napisać Wam dwa zdania na temat tego wózka, ponieważ dostaję ostatnio dużo zapytań o niego na Instagramie. Ponownie nie będę podsumowywać szczegółowych parametrów i danych technicznych, a to, na co zwracałam uwagę przy wyborze tego modelu oraz to, co najbardziej podoba mi się i przeszkadza w tym wózku. Nie będę również podsumowywać wózka w wersji głębokiej (z gondolą), ponieważ używałam go jeden dzień, po czym przesadziłam Staszka do spacerówki.


Plusy spacerówki Graco Evo:

 - Jest lekki, po złożeniu zajmuje naprawdę mało miejsca (zapewne sprawia takie wrażenie przez małe koła, w porównaniu z moim poprzednim wózkiem), przy wyjazdach rzeczywiście pakujemy dużo więcej walizek i toreb (tym razem już przy dwójce dzieci), więc ten plus nie zmienił się i nie mogę Evo nic zarzucić.

- Duża buda w spacerówce, czyli jedna z ważniejszych dla mnie rzeczy. W wózku ma być odpowiednia buda, która ochroni przed słońcem i odpowiednia, by czasem zamknąć Staszka, jak się drze i robi cyrk na ulicy. I Graco Evo taką budę ma, hej.

- Ogromny kosz pod wózkiem. W sumie na początku wspominałam Wam, że zmieści dwie pełne siatki z Biedry, ale pójdę o krok dalej i powiem Wam, że bardzo dużo razy, w wyżej wymienionym koszu jechała 15 kilowa Zojda, i po pierwsze, kosz przetrwał i nic mi się nie stało, a po drugie, Zojdzie się podobało ;-) A szczęśliwe i spokojne dzieci to równie szczęśliwa matka, prawda?


- Wysoka rączka, czyli wózek dobry dla wysokich osób. Co prawda nie ma regulacji, jednak jak na Lucę mój 196 centymetrowy mąż narzekał, tak Evo, pod tym względem jest zachwycony.


Minusy:

- Nie posiada amortyzatorów, więc jest sztywny, powiem wręcz, że okropnie sztywny. Na nieszczęścia dla dzisiejszej recenzji, przed Evo używaliśmy Bebetto Luca (zapraszam do odpowiedniej zakładki, gdzie recenzuję tamten wózek), wózka dużego, ale niesamowicie dobrze przystosowanego do bujania, telepania, jazdy terenowej, usypiania jedną nogą przez kołysanie itp. itd., czyli do normalnych czynności, które wykonuje normalna matka z dzieckiem. Jeśli siedzicie na kanapie i chcecie pobujać dzieckiem w Evo, to najpierw weźcie taśmę i przyklejcie dziecko do wózka, a następnie obłóżcie trasę dookoła materacami, bo na bank wózek Wam się przewróci. Jak napisałam kilka dni po zakupieniu wózka, szybka, dynamiczna jazda w przód i w tył to jedyne, co Graco może zaoferować w tym temacie.

- Nie jest to wózek terenowy, jest to wózek na zakupy w galerii.  Myślę, że to zdanie idealnie go opisuje - Lucą jeździłam po górskich dolinach, krzakach i strumieniach, ba! pewnie i wyjechałabym na Giewont, a Evo poddało się w nizinnym lesie, na ścieżce z szyszkami. Na chodnikach, przy pokonaniu każdego dołka czy nierówności, trzeba sprawdzać, czy dziecko nadal jest w wózku, a później, czy wózek jest cały. Ale żeby nie było, że tragedia do końca, Graco Evo o wiele lepiej sprawdza się przy manewrach w sklepach, co zdecydowanie ułatwia życie matkom, mającym dostęp do galerii handlowych (tak, tu perfidnie chciałam zaznaczyć, że galeria na Krupówkach wciąż jest zamknięta).


 - Dla każdej pedantki minusem będzie aluminiowa, matowa rama, która brudzi i rysuje się przy każdym dotknięciu. Być może jest to moja fanaberia, ale znów powołam się na białą ramę w Luce, która nie dość, że po dwóch latach miała jedną rysę, to dało się ją od razu zlikwidować zwykłą białą farbą do metalu. Po pół roku użytkowania Graco Evo już dzisiaj wiem, że dalej do sprzedaży raczej nie pójdzie... ;-)

- Piankowa rączka i pałąk - Mam znajomą, która kiedyś mnie przed tym ostrzegała, ale wiecie jak to ja, trudno mi niektóre rzeczy przetłumaczyć, muszę sprawdzić sama. No i sprawdziłam - piankowa rączka chłonie wilgoć i nawet w pochmurny dzień jest wrażenie, że jest mokrą gąbką. Pałąk to istna tragedia, ale pod innym względem - nie wiem, czy z moim Staszkiem jest coś nie tak, ale on na nim ostrzy sobie zęby, przez co pałąk jest pogryziony, obgryziony, ma wygryzione dziury i wygląda tak tragicznie, że muszę na dniach obszyć go jakimś materiałem. Ile z tej pianki znalazło się w Staszka brzuchu? Myślę, że wszystko.

PODSUMOWANIE:

Można by zapytać: czego się babo spodziewałaś, kupując wózek za 800zł? Dużo i nie dużo, jednak dla mnie nie wart jest nawet połowy tej ceny i na pewno nie kupiłabym tego wózka jeszcze raz. Przeraża mnie perspektywa nadchodzącej zimy, bo wiem, że wózek ten stanie w śniegu po przejechaniu metra i nic nie nawojuję. Nie mam też w planie kupna kolejnego wózka, więc tym bardziej modlę się o łagodną zimę w nadchodzącym sezonie ;-) I być może jestem zbyt wybredna, ale uwierzcie, mając ten wózek, dużo rzadziej i mniej chętnie spacerujemy ze Staszkiem, niż z Zojdą, co niech będzie podsumowaniem całego dzisiejszego wpisu ;-)

piątek, 11 sierpnia 2017

PAZNOKCIE: EVO Nails 201 Be Delicious! (+ przedłużenie Evo Nails Builder Gel).


Jutro idę na wesele - tak, tak, wiem, jakbym co tydzień nie chodziła, jednak tym razem idę bardziej jako gość niż służbowo ;-) Takie uroczystości poprzedzone są u mnie kilkudniowymi przygotowaniami, ogólnie wszystko musi być na picuś glancuś i już. Jak wiecie (albo i nie, to właśnie się dowiadujecie), kupiłam sobie sukienkę z asymetryczną falbaną na jedno ramię, w kolorze pudrowego różu (w sumie przesuńcie wzrok na prawo, w zdjęciu profilowym widnieje w całej okazałości), z butami jeszcze walczę, ale najprawdopodobniej i tak druga para pojedzie w samochodzie, torebka będzie wiklinowa (jeśli ktoś sobie tego nie wyobraża, to powiem, że całkiem niegłupio to wygląda, wpadnijcie jutro na INSTAGRAM, albo wkrótce na bloga, mam nadzieję, że jakieś względne zdjęcie przywiozę i wrzucę). Pazury u stóp mam białe, co mogliście zauważyć w poprzednim poście, jednak kiedy spróbowałam w tamtym tygodniu położyć biel na dłonie, chyba nie do końca mnie przekonała i wybrałam przepięknego nudziaka od EVO Nails - 201 Be Delicious! Kolor jest kremowy, mleczny, delikatnie wpadający w róż, aby było cacy, trzeba nałożyć dwie warstwy. Jak widzicie również, u mnie, przeciwnika wszelkiego typu zdobień paznokci, nagle zawitała srebrna naklejka, bo ostatnio przechodzę jakieś babskie zdziczenie i nie podoba mi się żadna biżuteria. Właściwie miałam nawet problem z dobraniem czegoś na jutro, ale ostatecznie będę mieć srebrne kolczyki i naklejki na pazurach - takie we mnie szaleństwo, że chyba oszaleję!
I tyle na dziś, do zaś, hej!

czwartek, 10 sierpnia 2017

Strój dnia: Miejska sielana na Podhalu, czyli elegancka bluzka, dziurawe portki i torebka koszyk.


Dziś miejska sielana - dziurawe portki (najbardziej aseksualne spodnie świata według mojego Męża, które ja uwielbiam) i piękna, biała bluzka na jedno ramię, czarne sandały na słupku i torebka, którą jak wiecie, zrobiłam sobie sama, i ostatnio nie odstępuję jej na krok - zróbcie sobie, a przekonacie się sami o jej uniwersalności, link na dole wpisu ;-)

Ja, co prawda, w tym stroju pojechałam do Biedronki, ale nie było to najmądrzejsze posunięcie - żadna ze mnie Żona Hollywoodu, spiesząc się, z pełnym wózkiem, bardzo źle wchodzi się w zakręty na tych obcasach i już. Jednak, odkąd zyskałam życiowy status "mother of 2", zdjęcia na bloga robię na spontanie, bez przemyślenia, bo po prostu nie mam już gdzie tego wcisnąć w grafik, więc dobra i chwila w drodze po zakupy. W sumie, czy miałam dwie godziny, czy pięć minut, efekt wychodzi ten sam - patrzcie ile czasu marnowałam, kiedy nie miałam dzieci!


Bluzka i spodnie: Zara | Buty: Aldo | Torebka: Zrobiłam sama - link do wpisu.

https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

środa, 9 sierpnia 2017

WŁOSY: Jak stonować i delikatnie ochłodzić słoneczny blond, bez uzyskania szarych włosów? Beżowy blond, Kallos 8.0 + 9.0 + 9.1.


Dzisiejszy wpis będzie pełen sprzeczności, potwierdzeń, zaprzeczeń, obalania mitów i łamania stereotypów, czyli jak to teraz postanowiłam ochłodzić mój dziki blond (bo to, co uhodowało mi się na głowie przez ostatni miesiąc, nie nadaje się pod żadne inne określenia). Na dzień dobry, jak można będzie zauważyć na załączonych obrazkach, jestem ciepłym typem urody: mam brzoskwiniową skórę, rumienię się w każdej, najmniej odpowiedniej sytuacji, kiedy byłam mała miałam całą buzię w ciepłych piegach, a przez naturalny, mysi blond zawsze przebijał złoty refleks. Jak mądre książki głoszą, ciepły typ urody musi uciekać przed szarością na głowie, gdzie pieprz rośnie. I teraz pytanie dnia: czy blondynki o ciepłym typie urody skazane są na złote włosy?

Po każdej koloryzacji moje włosy są piękne, jednolite i cacy, po dwóch tygodniach pojawia się odrost, który przy jasnych włosach wygląda jakby był czarny, co doprowadza mnie do szału, a po miesiącu (o ile zdarzy mi się jakimś cudem tyle wytrzymać), kiedy już wszystko wypłucze się na amen, a odrost sugeruje, że mój mózg jeszcze walczy, pojawia się totalna masakra. I dziś postanowiłam pokazać Wam poniżej, jak naprawdę wygląda mój dziki blond, z którego można wytyczyć pełną gamę odcieni złotych. (Tydzień temu stwierdziłam, że mam wesele, poczekam jeszcze tydzień. Na zdjęciach można to zawsze oszukać - podnieść głowę do góry, zarzucić włosy na bok, założyć opaskę, czy zastosować dziesiątki filtrów - jednak, gdy Mąż pyta, kiedy pomalujesz sobie włosy, wiedz, że JEST BARDZO ŹLE.) Attenzione, zdjęcia bez najmniejszych obróbek:


Powiem Wam szczerze, że boję się szarości na mojej głowie, dlatego postanowiłam... kupić farbę z szarym odcieniem. Próżno szukać logiki, a cytując klasyka "kobieta zmienną jest", postanowiłam na własnej skórze przekonać się, jak to z tą szarością dla ciepłych typów urody jest - zawsze da się naprawić, gdyby nie daj Bóg noga się podwinęła, ewentualnie można ściąć, fryzura na zapałkę aktualnie najmodniejszą fryzurą wg Elle.
Ale kończąc z żartami (tak, mam dziś dobry dzień), dużo tej szarości nie domieszałam, zastosowałam ją jako mały dodatek do natury, żeby jednak trochę ochłodzić, stonować i uzyskać naprawdę naturalny beż, bardziej chłodny, niż ciepły. Kiedy nałożyłam mieszankę na włosy, nie do końca byłam pewna, czy będzie git, jednak teoretycznie liczby nie kłamią, musiało wyjść i już.

W skrócie, najprościej:
- odrost: 2 części 9.0 + 1 część 9.1 + oksydant 9%
- długość: 2 części 8.0 + 1 część 9.0 + 1 część 9.1 + oksydant 6%
(Specjalnie nie podaję gramów czy mililitrów, bo każda Babeczka musi sama oszacować ilość swoich włosów i dostosować proporcje mieszanki.)


I wyszło naprawdę jednolicie, nie ma słonecznego blondu, nie ma szarych włosów, jest coś na miarę chłodnego beżu, o ile mogę to tak nazwać. Zresztą, zobaczcie sami, dla mnie jest to odcień, którego dawno nie miałam, ale przy którym chyba chwilę pozostanę, bo na razie mi się podoba ;-) A wracając do pytania z początku wpisu, blondynki nie są skazane na złote włosy, ale też nie powinny stawiać na szarości - trzeba dobrze wyliczyć, wymieszać i nawet słoneczne blondyny da się odpowiednio ochłodzić, hej ;-)


A teraz, standardowo, sto tysięcy PS ;-)

PS1 Kallos, którego używam, jest farbą tanią i wydajną, jednak nie jest petardą w długości trzymania się na włosach. Ja włosy odświeżam co 2,3 tygodnie, dlatego naprawdę nie jestem specjalnie wymagająca, i mi odpowiada ;-)
PS2 Na pewno jeszcze lepszy efekt osiągnęłabym rozjaśniając najpierw odrost rozjaśniaczem, jednak włosy odświeżam zazwyczaj będąc sama w domu z dziećmi, kiedy mam 15 minut na nałożenie farby, podczas drzemki Staszka. O podwójnym nakładaniu farby nie ma mowy.
PS3 Nigdy nie stosowałam ciemnych farb tej marki, dlatego nie potrafię wypowiedzieć się, jak szybko się wypłukują.
PS4 Długo gimnastykowałam się, żeby zrobić zdjęcia uzyskanego koloru, bo na każdej ścianie, w każdym świetle, ten kolor jest inny. Na białej ścianie jest beżowy, wczoraj wrzuciłam na instastory zdjęcie, gdzie wygląda dużo chłodniej - na pewno jest chłodny, beżowy i bardzo naturalny, polecam! (I już martwię się, czy za 3 tygodnie będę umiała wymieszać podobny odcień :P)
PS5 Stopniowanie moich włosów dalej podsumujmy minutą ciszy.

Enjoy!

niedziela, 6 sierpnia 2017

DIY: Torebka z wikliny, okrągły koszyk na pasku.


Zanim przejdę do sedna dzisiejszego wpisu, chciałabym napisać poemat, który mam nadzieję przeczytacie ;-)
Pochodzę z Podkarpacia, z terenów, gdzie jest dość bogate zagłębie wikliniarskie, a jak zapewne wiecie po sobie, im więcej czegoś macie w swoim otoczeniu, tym bardziej jest to dla Was nudne i szukacie czegoś nowego. Całe życie walczyłam z polską wikliną - koszyki wydawały mi się tylko dla mojego dziadka na rower, po zakupy, grzebiąc w pamięci, w domu większość rzeczy miałam pochowane właśnie w wiklinowych koszyczkach i pudełkach, i ogólnie wolałam zwykłe, szare, papierowe pudła, niż wiklinę. Kiedy pięć lat temu przeprowadziłam się do Zakopanego, ku mojemu zdziwieniu, Jędrek w pokoju miał półki i szafki z... wikliny. Nie muszę dodawać, że od razu je zlikwidowałam, oddając Teściowej, która lubi mieć wszystkiego dużo. I tak, człowiek przez te pięć lat chciał wprowadzić Skandynawię do Zakopanego, śnieżnobiałe pomieszczenia z okładek magazynów, jednak po urodzeniu dwójki dzieci, trochę światopogląd uległ zmianie i moja Skandynawia przemieniła się w 100% Countryside, błogie boho, i nagle do pełnego szczęścia zabrakło mi... polskiej wikliny! No dobra, "zabrakło", to dużo powiedziane, ale lubię śledzić nowości handmade prosto z Polski, a ostatnio natknęłam się na torebkę wyreklamowaną przez Kasię Tusk (klik).

(zdjęcia: robotyręczne | makelifeeasier)

Nie będę ukrywać, że ten koszyk wyglądał mi bardzo znajomo, przysięgam Wam, że w takim samym koszyku trzymałyśmy gumki do włosów z siostrą, kiedy byłyśmy małe! Drążąc dalej temat, trafiłam do sklepu, który tę torebkę wydał (klik). Niestety, jak zobaczycie, cena nie jest dla mnie przyjazna, a że wiem orientacyjnie, ile taki koszyk kosztuje, postanowiłam taką torebkę załatwić do swojej garderoby, ale trochę innym kosztem.


 DIY

KOSZYK- Zapewne bez problemu znalazłabym na Podkarpaciu za niewielkie pieniądze, w Zakopanem przeszukałam wszystkie możliwe zakamarki i ostatnią deską ratunku był Targ pod Gubałówką, gdzie znajduję wszystko... tylko nie koszyki. Zero, ani jednego. Po wbiciu odpowiedniej frazy w internet okazało się, że tych koszyków jest setki, oczywiście w przeróżnych cenach, średnio od 12-25zł, w zależności od rozmiaru. Jako poszukiwacz i fan rzeczy dobrych i najtańszych, mój znalazłam na olx za 20 złotych, z przesyłką do domu!

PASEK - I tu można kombinować, ile się da, co uczyni ten koszyk oryginalnym i ciekawym. Ja wszystkie paski ze zdjęcia kupiłam w secondhandzie po złotówce, jednak bez problemu można użyć zaległego w szafie paska od spodni, czy torebki. Sznurki z frędzlami to nic innego, jak ozdobne sznurki do firan. Ja dodatkowo, do mojego koszyka nie będę przytwierdzać pasków na stałe, tylko zrobię dwa uszka, przez co będę mogła zmieniać paski, w zależności od stroju i humoru ;-)


POMPON - Z racji tego, że pompony królowały przy torebkach przez ostatnie sezony, myślę, że większość kobiet posiada choć jeden w domu. Jeśli nie posiada, jak ja (no cóż, znów okazuje się, że z modą jestem na bakier), pompon z włóczki zrobicie w kilka minut, analogicznie do pomponów z tiulu - klik.


Wiklina zaczyna brylować na salonach, zobaczcie ostatnie wypociny Chanel, Diora, czy nawet ogólnodostępnej Zary - torby koszyki nie mają żadnej konkurencji. A jak widzicie, supermodną i superoryginalną torebkę zrobicie za mniej niż 30 zł, a uwierzcie, robi wrażenie, nie tylko w stylizacjach boho, co minimalistycznych. Ja swoją zabieram w sobotę na wesele, do eleganckiej sukienki w kolorze pudrowego różu, ale muszę jeszcze pojeździć po mieście i znaleźć do niej kawałek łańcuszka, żeby dodać mu trochę elegancji. Poniżej trzy moje ulubione wersje, zapewne z każdym kolejnym paskiem, każda następna będzie moją ulubioną ;-)


I na zakończenie dzisiejszych mądrości, mam dla Was dobrą radę - kupujcie koszyki, póki ceny nie są z kosmosu. A będą, wspomnicie moje słowa za kilka miesięcy.

PS1 Sarkazmów ze strony mojego Męża nie ma końca, a kiedy zobaczył, co wyciągnęłam z paczki, złapał za garnek i paradował po chałupie przez pół dnia, mówiąc że wyznacza nowe trendy. No cóż, kiedy pokazałam mu, ile zaoszczędził, było po temacie.

PS2 Zakochałam się też w innych koszykach, które idealnie można przerobić na torebki, na przykład ten -klik- i w sumie, według powiedzenia "szukajcie, a znajdziecie", znalazłam jeszcze dwa fajne, ale muszą przyjechać z Podkarpacia, to będziemy o nich rozmawiać.

PS2 Tak, kombinuję też, jak odzyskać meble od Teściowej ;-)

Wpadnijcie w wolnym czasie na mój Instagram, gdzie zobaczycie dzisiejszą torebkę z wikliny w pełnych stylizacjach ;-) 
Miłego dnia, hej!

piątek, 4 sierpnia 2017

Instagram MIX - czerwiec i lipiec 2017!

Streścić 2 miesiące w jednym poście? Parzcie popołudniową kawę i lecimy z koksem, bo trochę się tego nazbierało!

CO U MNIE
Nie będę ponownie, a właściwie setny raz powtarzać się na temat moich obecnych włosów, bo wszystko przeczytacie w poszczególnych wpisach:
Właściwie "obecnych", to trochę źle napisane, bo jestem już minimalnie od koloru, który chcę uzyskać, a całość nauczyłam się tak czesać, a właściwie układać, że ostatnio nawet odważyłam się pojechać do pracy w rozpuszczonych włosach! Nie jest źle, będzie już tylko lepiej, choć powiem Wam w sekrecie, że ostatnio chodzi za mną długa grzywa rozrzucona na dwa boki... No cóż, na pewno nie wykona mi jej żaden fryzjer, a czy sama porwę się na ten szalony krok (jakbym jeszcze mało cyrku na głowie miała), zobaczycie pewnie na dniach :-)

Z babskich spraw, pewnie każdy wie, że kończą się już w sklepach wyprzedaże wyprzedaży z wyprzedaży, czyli mój ulubiony czas na zakupy! Mam zawsze jakieś takie szczęście, że wynoszę dużo i najtaniej - moją perełką w tym sezonie jest zdecydowanie sukienka z falbaną, w kolorze pudrowego różu, którą wyniosłam z Mohito przecenioną z miliona monet na 59,99! I to w niej wybieram się za tydzień na wesele, więc pokażę Wam ją wtedy w dużo lepszej scenerii, niż w tym ohydnie brudnym lustrze w sklepie.


I dużo tych sukienek ostatnio mam w szafie, właściwie nigdy tyle nie miałam, bo po prostu nie potrzebowałam (chodząc na dwa wesela w roku), jednak teraz, bywając na dwóch weselach tygodniowo, wcale, ale to wcale nie narzekam ;-) Ubolewam tylko, że schudłam w końcu do rozmiaru, którego nigdy nie miałam i moja ukochana, czerwona suknia z trenem wisi na mnie strasznie, a nijak nie da się jej zwężać. Oczywiście jest to cudowny pretekst do kupienia nowej, ale szukam już dłuższą chwilę i żadna nie podoba mi się aż tak. Pomożecie, Babki, w tych moich trudnych sprawach?


CO U ZOSI I STASIA
Początek lipca upłynął zdecydowanie na wakacjach u Dziadków na Podkarpaciu, gdzie zdjęcia doskonale oddają klimat tego, co tam się działo - Dziadek zrobił basen, Babcia kupiła Dino Skuter, który Zośka parkuje w swoim pokoju i się z nim nie rozstaje, Ciotka kupiła lalkę Grażynę, a Staszek prawie zagłaskał kota na śmierć, czyli dwutygodniowy high life!


4 września Zocha idzie do przedszkola, więc pierwsza wywiadówka za mną (co postarzało mnie automatycznie o sto lat, i przysięgam, że prosto z wywiadówki poszłam i kupiłam sobie krem przeciwzmarszczkowy), aktualnie jestem na etapie kompletowania wyprawki, czyli kupuję bloki i farby, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Przedszkolem jestem na starcie zachwycona nie mniej niż Zochan i mam nadzieję, że ten zachwyt utrzyma nam się jak najdłużej ;-)


FOTOBUDKA ZAKOPANE
Hula i ma się dobrze do tego stopnia, że nie zapeszając, mam nadzieję, że za miesiąc, góra dwa, ogłoszę Wam taką  petardę, że padniecie! Jeśli się uda, ja padnę na pewno.

Do ciekawych imprez, na których byłam w ostatnim czasie, mogę zdecydowanie zaliczyć kilka pięknych wesel, kilka grubych wyjazdów integracyjnych, piknik charytatywny w Nowym Targu, piknik rodzinny w przedszkolu z najpiękniejszym widokiem na Podhalu, w Bukowinie Tatrzańskiej, szaleństwo wśród tancerzy z Akademii Tańca z Lublina, którzy zawitali na Podhale... zresztą, wpadnijcie na facebook i instagram (zaraz po opublikowaniu tego posta lecę na film do Kina Letniego, a potem zabieram się za aktualizację zdjęć na w/w profilach), sami zobaczycie, co tam się działo:

FOTOBUDKA ZAKOPANE - facebook
FOTOBUDKA ZAKOPANE - instagram



NOWOŚCI - PAZNOKCIE
Trochę bawię się tymi paznokciami w wolnym czasie (czyli między godziną 23:30, a 2 w nocy), czasami nawet coś mi tam ładniejszego wyjdzie, więc chyba muszę zacząć robić zdjęcia, a nóż widelec jakaś podobna amatorka się zainspiruje. Pokochałam przedłużanie żelem, dzięki czemu w końcu mam paznokcie, a ostatnio dostałam jakieś piękne, kudłate i złote nowości, ale na razie nie mam pojęcia, jak tego użyć ;-) Spokojnie, dajcie mi chwilę, pierwszy eksperyment planuję na wesele, w następną sobotę, hej.

Poniżej dwa linki tego, co udało mi się sfotografować i opisać, obiecuję poprawę i większą liczbę postów w tym temacie.

Semilac Semi Hardi Clear, Neess Extremely Hard Base i Evo Nails Builder Gel, czyli porównanie trzech produktów do przedłużania paznokci.
EVO Nails 204 Cut the jeans! 

PS1 Szukam lakieru hybrydowego, BIAŁEGO, sprawdzonego. Kogo nie zapytam, to albo się zwija, albo marszczy, albo rzeba nałożyć milion warstw. Pomożecie, Babki? Za każdy komentarz z góry dzięki!
PS2 Też tak macie, że niezależnie jaką firmę lakierów pokażecie na blogu, to pojawiają się anonimowe komentarze uwielbiające Semilac, wszystkie na jedno kopyto, jakby pisane z automatu?


OGŁOSZENIA PARAFIALNE Z ZAKOPANEGO
Jako pierwsza, podhalańska pogodynka oznajmiam, że istne tropiki zawitały ostatnio do Zakopanego (tropiki, czytaj: 30+) - nie myślałam, że to kiedykolwiek napiszę, ale jest ZA GORĄCO. Tak, wiem, w zimie jojczę na zimno, w lecie na gorąco, ale z dwojga złego jednak wybieram te tropiki, więc koniec żali na ten temat i zdjęcie sprzed dwóch tygodni, kiedy było w sam raz ;-)


Z bardziej kulturalnych informacji donoszę, że zaczął się sierpień, czyli do Kina letniego wybieramy się codziennie na Plac Niepodległości, na godzinę 21. Kto nie był, niech szybko nadrabia, bo i miejscówka dobra, i filmy też niczego sobie, hej.


ZDJĘCIE MIESIĄCA
Zdecydowanie Zocha na trzepaku, nic dodać, nic ująć.


Zapraszam na INSTAGRAM:

https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/